poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 2: Biały Wilk


                (1)Słońce wisiało wysoko, ale przesłonione śnieżnymi chmurami było kompletnie niewidoczne. Dzień zdawał się być mroczny, ciemnoszary. Pogoda nie dopisywała, od rańca śnieżyło i hulał mroźny wiatr. Takim przeciwnościom pogodowym musiała stawić się młoda dziewczyna, by dostać się do celu w porę, zanim droga będzie prawie niemożliwa do przejścia.
- Nie jesteś przypadkiem głodny, Set? - zapytała zziębnięta Athenril, gotowa się przeziębić.
Tygrys odpowiedział grymaśliwym jękiem. Oczywistym było, że wziąłby coś na ząb.
- Ja chyba też bym coś wrabąła, ale trzeba pamiętać, że jeśli sprawy pójdą nie po myśli, to będziemy musieli iść dłużej niż cztery dni, a na tyle nie mamy prowiantu. Chyba, że byś coś nam przyniósł. - powiedziała dziewczyna, - Chodź przekąsimy coś, ale pamiętaj nie możemy się zatrzymywać na długo. Dopiero o zmroku.
Wielki kot mruknął taktownie i poszedł za swoją panią. Athenril przysiadła pod najbliższym drzewem i zaczęła szperać w swoim małym plecaku. Na samym wierzchu znalazła kanapki zapakowane w skórzanej sakwie, a pod nimi mięso drobiowe, starannie obrane z kosteczek i także zapakowane w małej, skórzanej sakwie. Na samym dnie torby znalazła dwa grube koce, ale nic więcej. Dziewczyna rozmyśliła się. To niby miało starczyć na całe cztery dni? Ledwo starczyłoby na dwa.
- Może jednak zjemy coś dopiero kiedy przystaniemy na noc? - zamyśliła się.
Set smętnie popatrzył na ziemię. Nie był pocieszony myślą, że zjedzą coś dopiero za kilka godzin. Podniósł się ze śniegu, otrząsnął i czekał na towarzyszkę.
Athenril pożałowała swojego kota. Ona mogła sobie podarować jedzenie, ale tygrys nie. Nie było w pobliżu żadnej zwierzyny, na którą Set rzuciłby się niezwłocznie. Poszperała w plecaku, wyciągnęła niewielki skrawek mięsa i rzuciła go zwierzęciu. Ten szybko złapał zdobycz w locie i zjadł ją jeszcze szybciej, po czym obliznął się ze smakiem.
- To powinno Ci na razie wystarczyć. - zaśmiała się dziewczyna, - Chodź. Nie powinniśmy zwlekać. - dodała i ruszyła w stronę celu podróży, a tygrys rzucił się za nią.

                (2)Robiło się coraz zimniej i coraz ciemniej, a mróz zaczął drażnić w ręce i policzki. Do tego śnieg, który dostawał się w oczy, przeszkadzał, drażnił je i skutecznie uniemożliwiał widzenie.
- Set, nie możemy dalej iść. Musimy gdzieś się zatrzymać.
Athenril razem z jej kompanem szukali jakiegoś dogodnego miejsca gdzie mogliby się pożywić i przespać. Ku ich rozczarowaniu takiego miejsca nie znaleźli, więc postanowili odpocząć przy niewielkim, spróchniałym, starym drzewie. Zbyt zmęczeni po przebytej drodze, nie rozpalili ogniska. Set dostał swoją przydziałową porcję mięsa, na którą czekał pół dnia, a Athenril, mimo iż była bardzo głodna, nie mogła zjeść swoich zlodowaciałych kanapek, a nieprzygotowanego mięsa nie tknie. Postanowiła poczekać do jutrzejszej nocy. Przeciążona zimnem, okryła się dwoma kocami, wiedząc, że są one przeznaczone wyłącznie dla niej i usnęła. Jej Biały Przyaciel położył się koło niej, by dziewczynę ogrzać i pilnował ją tak długo, aż sam nie zasnął.

****
                (3)Dzień był jeszcze młody. Odcienie jasnej czerwieni i pomarańczy zdobiły już mniej pochmurne niebo. Młoda Atoranka obudziła się znienacka, dręczona jakąś siłą. Wstała i rozejrzała się dookoła siebie, upewniając się czy nic jej nie grozi. I wtedy jej serce zadrżało. Jej wiernego drucha nie było w pobliżu. "Set, błagam Cię, nie przyprawiaj mnie o zawał serca, bo Ciotka Lyth Ci tego nie wybaczy..." - zaklęła w myślach. Odwróciła się gwałtownie, słysząc jakiś szelest w krzakach. Podeszła bliżej, na bezpieczną odległość, by się temu przyjrzeć. Szelest nie ustawał, ale nasilał się. Wystraszona dziewczyna chwyciła rękojeść swojego miecza, by w razie czego nie było za późno na obronę. Nagle z krzaków wyskoczyło małe pisklę Toku, które w ucieczce gubiło masę piór. Athenril zaśmiała się, widząc tą małą, wystraszoną ptaszynę i odetchnęła z ulgą. Sekundę później z krzaków wyskoczył jej niebieskooki towarzysz. W pogoni za kurczakiem, niezauważył swojej pani i wytrącił ją z równowagi. Dziewczyna szybko wstała i chwilowo przyglądała się jak Set goni za pisklem i jednym uderzeniem swojej monstrualnej łapy, zabija je. Dumny ze sukcesywnego polowania jednym lizem pozbył się martwej już ofiary i podbiegł do dziecka, które śmiało się beztroskim śmiechem, patrząc na tą, jej zdaniem, komiczną scenę.
- No już mniejszej zdobyczy nie mogłeś znaleźć, co? - zagadała rozbawiona Athenril, wciąż nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Set odpowiedział głośnym, przeciągłym ziewnięciem. Jasne, zapolowałby na coś o wiele większego, ale takiej zwierzyny akurat brakowało.
- Idziemy, urwisie. Będzie lepiej, jeśli dotrzemy na miejsce wcześniej, niż później.
Tak rozpoczął się drugi dzień długiej wędrówki.

                Tym razem pogoda dopisywała przez cały dzień, a dwóm wędrowcom humor. Może była to jakaś siła Lasu Białych Wilków, do którego zmierzali? Albo dlatego, że pod koniec tego dnia będą już mieli połowę drogi za sobą? Nie było to pewne. Ale dwoje kompanów brali tyle radości, ile mogli. Set polował na ptaki i na małą zwierzynę, popisując się przed jego opiekunką. A Athenril śmiała się, obserwując przyrodę i dalekie widoki. Dzień minął im szybko i przyjemnie, nikt nie narzekał na pusty brzuch. Noc spędzili w małej jaskini, gdzie Athenril wreszcie mogła rozpalić ognisko, ogrzać się, a co najważniejsze, mogła sobie podgrzać kanapki, które przygotowała jej ciotka. Pierwszy posiłek od dwóch dni.

****
                (4)Tak jak drugi dzień był uroczy od samego początku, tak trzeci stał się jego przeciwnością. Ranek był szary i chłodny, wiatr hulał mocno, a śniegu było po kolana. Set torował drogę, aby jego pani lepiej się szło. Dziewczyna była na wpół zamarznięta i powoli traciła w siebie nadzieję. Nie wiedziała gdzie się znajdują, dzięki współpracy mgły z śnieżycą nie było widać nawet cienia drogi. W końcu przystanęli. Nie było wiadomo czy był jeszcze dzień, czy już nadchodził wieczór, ale oboje Set i Athenril byli wykończeni.
- Nie możemy dalej iść, Set. Gówno widać w takiej zamieci.
Tygrys warknął na dziewczynę ostrzegawczo.
- Przepraszam Cię, trochę mnie poniosło... - przeprosiła dziewczyna, spuszczając głowę, - Ale to i tak niebezpieczne iść w taką pogodę. Chodź, poczekamy gdzieś aż burza śnieżna minie.
Kot posłusznie poszedł za dzieckiem, które zasłaniając się ręką od silnie sypiącego w twarz śniegu, szukała jakiegoś sensownego miejsca na odpoczynek.
Burza dłużyła się godzinami, a ustała późną nocą. Wtedy Athenril rozpaliła ognisko i odgrzała sobie i swojemu tygrysowi jedzenie. Potem dziewczyna okryła się dwoma kocami i starała się zasnąć, a Set położył się koło niej.

                (5)Zbudził ją odgłos chrupiącego śniegu pod łapami jakiegoś ogromnego zwierza. Z początku myślała, że to jej tygrys, ale on, równie przerażony jak jego pani, wiercił się koło niej, by w razie czego jej pomóc. Nie było wiadomo skąd pochodził ten odgłos, ale wyglądało na to, że zwierz był coraz bliżej. Przerażone dziecko podniosło się z ziemi i dobyło miecza. Dziewczyna gorączkowo kręciła się w kółko, dookoła własnej osi, nie mając pojęcia skąd jej nowy przeciwnik mógłby naskoczyć. I oto pojawił się. Czarny Wilk, niewiele mniejszy od dorosłego Tygrysa Górskiego. I najwyraźniej głodny. Zaraz za nim pojawiły się dwa następne. Set odważnie skoczył na najbliższego z nich, ale zaraz został przez niego powalony na ziemię. Zrzucił go z siebie i zaatakował ponownie. Zaczęli ze sobą zażarcie walczyć, jeden powalał drugiego i vice versa. Athenril nie mogła za wiele zrobić, gdyż dwa pozostałe wilki już zaczęły ją okrążać i z każdą chwilą coraz ciaśniej zaciskały krąg. Jeden z nich wykonał skok w stronę dziewczyny, powalając ją zarazem. Nim doszło do nieszczęścia, Athenril dzielnie odparła atak, przeszywając brzuch bestii na wylot, po czym zrzuciła ciężkie, martwe cielsko z siebie. Wciąż leżąc na śniegu zauważyła, że drugi z wilków szykuje się do skoku na nią. Dziecko wiedziało, że nie zdołałoby się tak szybko podnieść, więc spojrzała śmierci twarzą w twarz i czekała aż wilk skoczy. Lecz zanim wilczur zdążył się poderwać do skoku, został przygnieciony masywną, białą łapą, po czym wyzionął ducha, a jego ciało rozpłynęło się w powietrzu. Athenril nie wierzyła własnym oczom, przed nią stał najprawdziwszy, legendarny Biały Wilk.
Set tymczasem powoli tracił siły w walce z Czarną Bestią, ale na widok Białego Wybawcy przybyło mu adrenaliny i zdołał zadać cios przeciwnikowi. Wilczur opadł ciężko na ziemię, jednak zdążył wstać i uciec w popłochu. Biały Wilk wydał z siebie delikatny powark, który dał znać Tygrysowi, by nie gonił za uciekinierem. Set posłuchał posłusznie rozkazu i wrócił do swojej opiekunki.
Athenril podniosła się powoli z ziemi. I dopiero teraz miała okazję przyjrzeć się Białemu Wilkowi. Był ogromny! Na czterech łapach był równy wzroście dziewczyny, a nawet większy, ale gdyby stanął na dwóch łapach, byłby dwa razy taki jak ona sama, a nawet większy.
- Kim... Kim Ty jesteś..? - zapytała, jeszcze lekko zszokowana.
- A nie domyślasz się, dziecko? Jestem Białym Wilkiem, a tu jest mój dom, Las Białych Wilków. - odparł dumnym, stanowczym głosem.
Dziecko zadrzało, Wilk umiał mówić Atorańską mową.
- Ty jesteś tym Legendarnym Wilkiem o którym mówią stare Pieśni Atoranu? - chciała się upewnić.
- Zgadza się. - potwierdził.
- Jesteś jedynym, czy ostatnim? - padło kolejne pytanie.
- Ależ skąd. Kto Ci powiedział, że jest tylko jeden Biały Wilk?
- Ehh... - zakłopotała się dziewczyna, - Nikt mi tak nie powiedział, ale miałam pewne wątpliwości, w końcu żadnego nie widziałam, a jedynym dowodem na wasze istnienie były tylko słowa. - odpowiedziała pospiesznie.
- To, że czegoś nie widać, nie oznacza, że tego nie ma. - powiedział słusznie. - Nie jestem jedynym, ani nie jestem ostatnim. Jednakowoż niewiele nas jest. Ale nigdy jeszcze nie było potrzeby na powiększenie naszych szeregów. Aż do teraz... - urwał i zamyślił się przez chwilę.
- Jakto 'aż do teraz'? Co masz na myśli? - zaniepokoiła się Athenril.
- O tym nie ja Ci opowiem, ale Twoi instruktorzy w Akademii. - uznał Wilk.
- Skąd wiesz, że tam zmierzam?
- A co taka młoda Atoranka może robić poza domem? - zaśmiał się.
Athenril spuściła delikatnie głowę i chichocząc. Wilk westchnął, po czym znów podjął głos.
- Chodź ze mną, pomogę Ci się dostać do Akademii. Zmarnowałaś dużo czasu czekając aż burza śnieżna przejdzie.
- A co Ty byś zrobił? Drogi nie było widać. Oczy na nic się nie zdadzą w takiej pogodzie.
- Ja nie kieruję się oczami, słuchem, czy węchem. Kieruję się sercem, umysłem i przeczuciem.
- Nie sądzę, byś daleko zaszedł w ten sposób. - rzekła dziewczyna z pogardą.
- Jeszcze zdążysz zmienić swoje zdanie młoda Atoranko. To właśnie dzięki nim znalazłem Ciebie w porę. - odparł stanowczo, - Ale nie marnujmy już więcej czasu na rozmowy, porozmawiamy sobie po drodze. A teraz chodź za mną, przeprowadzę Cię bezpiecznie przez las aż na drugą stronę góry.

                (6)W trakcie marszu dziewczynce nasunęły się na język pytania różnej treści. Jej przewodnik odpowiadał na każde z nich najlepiej jak umiał. Athenril wzbudziła w nim wielkie zainteresowanie, każde pytanie jakie zadawała wymagało dobrze wyszukanej odpowiedzi, z czym nie każdy sobie radził, nawet takie mądre stworzenie jak Biały Wilk. Ale w końcu większe pytania dostały swoją odpowiedź, ale i te pomniejsze pytania też wprowadzały Wielkiego Wilka w osłupienie. To dziecko miało wielki apetyt na wiedzę i wcale tego nie ukrywało.
Set tylko pomrukiwał od czasu do czasu, podziwiając swoją towarzyszkę i zaciekawiony jakie to kolejne pytanie zada i jakiej odpowiedzi udzieli jej Wielki Biały Wilk.
- Czy Las Białych Wilków jest aż tak niebezpieczny? Myślałam, że to Wasz dom?
- Wiele lat temu zło zaczęło się gnieździć w najdalszych, najbardziej owianych tajemnicą miejscach. Rozprzestrzeniło się tak bardzo, że nawet wkradło się do Naszych rodzinnych lasów i gór. Dlatego też miałaś okazję spotkać się z różnymi niegodziwymi istotami. Taką istotą jest Czarny Wilk.
- Co to są za bestie? Nikt mi nigdy o nich nie opowiadał. Ani mama ani tata zanim odeszli na wojnę, ani nawet stara Ciotka Lyth, która się mną zajmowała.
- Pewnie dlatego, że Czarne Wilki pojawiły się całkiem niedawno. Nie wiadomo w jaki sposób się tutaj znalazły, mówi się, że wyszły spod ziemi.
- Spod ziemi?
- Są potwornymi stworzeniami, pochodzą z miejsca, które Ziemski Lud nazywa 'Piekłem'.
- Ziemski Lud? Mówisz o Synach Adama i Córkach Ewy? - w dziewczynce zaczęła się powoli gotować jeszcze większa ciekawość.
- Tak, o nich właśnie mówię. Nie słyszałaś o nich wcześniej?
- Słyszałam ale... To były tylko mity, Biały Wilku.
- To nie są mity, moja droga. Oni istnieją naprawdę. Żyją i oddychają, tak jak Ty i ja.
- To dlaczego nigdy nie widział ich żaden Atoran? Mówiono mi, że kiedyś tu przebywali.
- Niestety, nie. Żaden człowiek nigdy nie zawitał w naszym świecie. I obawiam się, że nigdy do tego nie dojdzie. Ludzie potrafią być nieprzewidywalni. Większość stała się prawdziwymi potworami, jakich Świat Atoran nie widział. Są tacy, co potrafią zniszczyć całe wioski, tylko po to, by przetestować nową broń...
- Ależ to okropne! - przerwała dziewczyna.
- Oczywiście, młoda Atoranko. Wypowiadają też ciągle wojny między sobą, a na odbudowę wszystkich budowli potrzeba masy czasu, a zniszczeń coraz to więcej.
- Wygląda na to, że są trochę podobni do nas, Atoran. My też mamy wojnę, nasi ludzie giną z każdym dniem, moja matka już zdążyła poświęcić swoje życie w obronie mojej rodziny i naszego kraju.
- Ależ moja droga, nie wszyscy ludzie są tacy źli. Jest wiele dobrych ludzi, a Atoranie nie walczą między sobą, oni walczą właśnie z tym złem, które wkradło się do naszego świata.
- Ale moja ciotka...
- Nie chciała Cię straszyć, dziecko. - przerwał jej Wielki Wilk, - Obawiała się o Ciebie i przypuszczam, że nadal tak jest.
Twarz Athenril nagle zmieniła swój wyraz. Pogodną i uśmiechniętą zastąpiła pochmurna i zawiedziona. Nie mogła znieść myśli, że jej ciotka mogła ją tak po prostu okłamać, nawet jeśli było to dla jej własnego dobra i bezpieczeństwa.
Set też posmutniał. Nie cierpiał kiedy jego właścicielka czuła się zawiedziona i oszukana.
Biały Wilk nie odezwał się przez dłuższy czas, rozumiał rozczarowanie dziewczyny i nie chciał już jej więcej martwić. Teraz chciał skupić się na drodze, którą prowadził parę młodych myśliwych, którymi mieli się stać już wkrótce, a zaraz potym mieli stać się prawdziwymi wojownikami Świata Atoran.

                (7)Przystali niedaleko podnóża Góry Tygrysiej gdzie mieli posilić się, ogrzać i przespać. Noc opanowała już wszystkie wsgórza i lasy. Większość zwierząt szykowało się do snu, a inne dopiero się z niego budziły. Set już dawno spał, tylko Athenril patrzyła jak zaczarowana w gwiazdy. Były takie piękne, dalekie i tajemnicze. One jako jedyne były tą częścią świata, gdzie nie docierało żadne zło, żadna wojna. Były od nich wolne i niezależne.
- Co to maleńka? Nie śpimy po nocach? - zagadał do niej żartobliwie Biały Wilk.
- Podziwiam gwiazdy. - odparła, kładąc się na śniegu przykrytym jednym kocem, a sama odziała się w drugi, - Zazdroszczę im, im żadna wojna nie grozi.
- Ale muszą na nią patrzeć z góry, a najgorsze jest to, że nie mogą się w nią angażować. Mogą tylko patrzeć, wzdychać i płakać. - rzekł Biały Wilk.
- Skąd to wiesz? - zapytało zdumione dziecko, - Poznałeś jakąś gwiazdę?
- Znałem parę z nich. I wszystkie mówiły to samo. Żadna nie chce patrzeć na świat, który sami niszczymy. Wolałyby nigdy się nie narodzić... - odpowiedział, siadając przy dziewczynie.
- Nie zdążyłam Ci jeszcze podziękować za ratunek. - zaczęła Athenril od znudzenia.
- Nie trzeba. Każdy Biały Wilk zrobiłby tak samo. Naszym obowiązkiem jest dopilnować by każde dziecię Atoranu dotarło bezpiecznie do akademii.
- Więc nie mieszkacie tylko w tym lesie, są jeszcze inne miejsca gdzie zamieszkują Białe Wilki? - ciekawiła się.
- Oczywiście, nie jest nas aż tak dużo, ale nasze domy znajdują się w różnych zakątkach Atoranu. - wyznał.
- Skoro jest was więcej niż kilkanaście, to musicie jakoś siebie odróżniać. Masz jakieś imię? - zapytała, trochę bardziej zainteresowana.
- Cylmar.
- Nawet ładne. - zaśmiała się dziewczyna, - A ja jestem...
- Athenril. - przerwał jej Wilczur, - My, Białe Wilki znamy imiona każdej żyjącej istoty.
Na to Athenril ułożyła się wygodniej pod swoim kocem, otuliła się nim ciaśniej i starała się zasnąć, by mieć siły na jutro. Tak minął trzeci dzień podróży.

niedziela, 14 października 2012

Rozdział 1: Początek Wielkich Przygód


                (1)Wczesny poranek. Lodowa kraina budziła się właśnie ze spokojnego, kamiennego snu. Czarno-ciemny urok nocy powoli odchodził, by nad zimną ziemią zapanowało słońce.
Do małego, skromnego domku zawitały czerwono-pomarańczowe promienie słońca. Wkradły się do jednej z dwóch sypialni, w której spała jeszcze cichym snem dziewczynka.
- Athenril! ATHENRIL! - wołał dziecko głos dobiegający się z pobliskiego pomieszczenia, - Chodź no tutaj i pomóż swojej ciotce z posiłkiem. No już! Wyłaź z łóżka, koniec spania. Czas zająć się codziennymi obowiązkami!
- Już idę Ciociu Lyth. - wydukała dziewczyna, wracając z krainy pięknego snu do pracowitej rzeczywistości.
Zsunęła się sennie z łóżka, na wpół przytomna. Czas na prace w domu.
Wyjrzała przez swoje malutkie okienko w sypialni. Góra, która jako pierwsza powinna rzucić się w oko, została zasłonięta deszczem śniegu. Ale śnieżyca nie mogła zasłonić pobliskiego, gęstego Lasu Białych Wilków. Dziewczyna westchnęła, zachwycając się widokiem, który i tak oglądała codziennie. Ach... Ten las miał jakąś tajemniczą, niezbadaną od wieków moc. Dziecko nie miało pojęcia na czym ta moc polegała, ale wiedziała, że miało to coś wspólnego z legendarnymi, Białymi Wilkami, które od wieków strzegły jej kraju przed najeźdźcami.
Znów westchnęła. Tym razem rozczarowana. Gdyby legendy były prawdziwe, Atoran byłby bezpieczny i wolny od wrogów. Tymczasem ojciec z matką wyruszyli wiele lat temu na wojnę, przez co matki dziewczyna już nie miała.
- Athenril! Dziewczyno, ile razy mam Cię wołać? Czyżbyś znów rozmyślała oglądając widoki za oknem? - usłyszała znów, zamyślona.
- Przepraszam Ciociu Lyth. Zaraz tam przyjdę. - odparła, szybko ubierając się, po czym wyszła z sypialni.
Po drodze przywitał ją Set, wielki, dorosły, biały tygrys górski. Dziecko pogłaskało go delikatnie po łbie, po czym śpiesznie ruszyła do kuchni.
- No jesteś wreszcie. Powiedz mi mała, ile ja mam na Ciebie czekać? - zapytała trochę poddenerwowana ciotka.
- Wybacz Ciociu. Przez tą śnieżycę trochę mi się kręci w głowie. - wytłumaczyła się.
- Może masz rację. Śnieży gorzej niż przed ostatnim miesiącem. - uznała kobieta.
- Bo przed miesiącem była jeszcze pora sucha, Ciociu. - dziewczyna przewróciła oczami i zaczęła mieszać gorącą, jeszcze niegotową zupę w garnku.
Ciotka Lyth nakrywała do stołu, a Athenril polewała zupę do małych, glinianych miseczek, po czym podała je do stołu i zaczęła jeść. Ciszę przerwała jej ciotka.
- No więc, powiedz mi dziecko, kiedy nadejdą twoje dwunaste urodziny? - rzuciła.
- Jeszcze tydzień Ciociu. - odparła, szybko przełykając zupę, - Ale nie chcę cię zostawiać, nie wiem, czy sobie poradzisz. - spojrzała na nią spod czola, czekając na jakiś dźwięk z ust starej kobiety.
- Nie martw się o mnie kochana. - uśmiechnęła się, - Poradzę sobie.
- Ale przez te całe trzy lata mojej nieobecności? Dobrze wiesz Ciociu, że nie mogę Cię tak samej zostawić. Kto wie, co może się zdarzyć przez ten czas... - urwała i spojrzała na staruszkę ze współczuciem i żalem, - Przepraszam... - dodała, odwracając głowę od drugiej rozmówczyni.
Ciotka uśmiechnęła się delikatnie, świadoma troski swojej bratanicy, - Przez szkolenie przechodzi każdy Atorańczyk, chłopcy w wieku lat dziewięciu, dziewczynki w wieku lat dwunastu. I bez względu na sytuację w rodzinie, dziecko musi ją na trzy lata opuścić, a szkolenie ukończyć.
- W takim razie, Set musi zostać z Tobą. - dziewczynka popatrzyła na swojego ukochanego tygrysa, przyjaciela, który podarowali jej rodzice kiedy przyszła na świat. Biały tygrys popatrzył na nią z niedowierzaniem, robiąc tak smutną minę, że wydawało się, że zaraz zacznie płakać jak prawdziwy Atoran. Ani mu w głowie było się z nią rozstawać.
Ciotka roześmiała się widząc tą scenę, - Obawiam się moja droga, że jednak będziesz musiała go zabrać. Biedak nie przeżyłby tego.
Athenril spojrzała na zwierzaka raz jeszcze. W jego oczach było widać malutki, niewielki cień nadziei. Tak bardzo chciał jej towarzyszyć przy szkoleniu.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i rzekła, głaskając go po grzbiecie, - Chyba nie mam wyboru. - potem wstała i odniosła pustą już miskę, by później ją wyczyścić.
- No to postanowione, mała. Będziesz miała kogoś znajomego przy sobie. Pamiętaj, do twoich urodzin już tylko tydzień. - odezwała się ciotka, odchodząc od stołu, kierując się na miejsce odpoczynku.
- Tak... - westchnęło posmutniałe dziecko, - Jeszcze tydzień...

****

                (2)To była ta noc. Athenril nie mogła spać, miała nerwy przed następnym dniem, dzień, w którym opuści rodzinny dom i odda się szkoleniu. Nauczy się polować jak prawdziwy Atorański myśliwy. Później nauczy się też walczyć jak na Atorana przystało, a styl jej walki będzie zależał od tego, w jaki sposób przejdzie Test Myśliwego. Nie miała pojęcia na czym on polega, rodzice ani ciotka nigdy jej nie zdradzili jak taki test może wyglądać. Jedyne co wiedziała, to, że najwięcej pięcioro dzieci może przechodzić ten test w tym samym okresie, a każdemu przypada inne zadanie.
- Athenril? Athenril, wstań dziecko drogie, czas byś się przyszykowała. - zawołała ją ciotka.
- Umm... Tak Ciociu Lyth. Właściwie, to dzisiaj wcale nie spałam w nocy... - przyznała się dziewczyna.
- Jak to? Nie mogłaś spać? - dopytywała się staruszka.
- No właśnie... Mam takie nerwy, że nie można sobie tego wyobrazić... - wytłumaczyła, - Dodatkowo, martwi mnie fakt, że będę musiała tam wyruszyć całkiem sama, a to przecież kawał drogi. - martwiła się.
- Fakt, w końcu najbliższa akademia jest za Górą Tygrysią, ta, którą czasem widać z twojego okna, ale to tylko cztery dni drogi, a prowiant masz spakowany. - powiadomiła ją ciotka.
- I kto wie, co może na mnie czyhać w Lesie Białych Wilków... - przeraziła się dziewczynka.
- Przypuszczam, że Białe Wilki, ale nie bój się. Jeśli jakiegoś spotkasz, to Set się nim zajmie. - uśmiechnęła się jej opiekunka.
- Te wilki ponoć miały chronić naszych ludzi, nie ich tępić. Ale tu nie o zwierzynę chodzi, tylko o pogodę. Zamieć trwa bezprzerwy od paru tygodni.
- To nazywamy porą deszczową, kiedy śnieżyce trwają bez końca. Ale to nie ty masz najgorzej. Są i tacy, którzy urodzili się w połowie okresu pory deszczowej, kiedy na prawdę się narzeka na pogodę. Dodatkowo, tacy mogą też mieszkać kawał drogi od najbliższej akademii, do której trzeba czasem nawet i miesiąc iść. - oznajmiła ją.
- Nie zazdroszczę im. - powiedziało stanowczo dziecko.
- No, zjedz coś przed wyjściem, bo droga daleka, a zatrzymasz się dopiero o zmroku. Ja w tym czasie Cię do końca spakuję, bo podejrzewam, że ty tego nie zrobisz.
Athenril usiadła przy stole, oglądajac to, co znajdowało się na talerzu, po czym zaczęła jeść. Skończyła tuż zanim jej opiekunka spakowała jej plecak.
- Gotowe Ciociu? - zapytała.
- Plecak gotowy, ale Ty jeszcze nie. - odparła staruszka.
- Jestem gotowa Ciociu Lyth. - zaapelowało dziecko.
- Jeszcze nie. - zaprzeczyła jej ciotka, - Chodź tutaj dziecko. - poprosiła.
Athenril posłusznie wykonała polecenie. Podeszła tam, gdzie jej ciotka wskazała. Staruszka szukała czegoś w kącie, a kiedy znalazła, odwróciła się do swojej bratanki. Wręczyła jej jakiś przedmiot ukryty w pochwie. Athenril obejrzała dokładnie podarunek, po czym wyciagnęła broń z pochwy.
- To jest miecz mojego ojca. Wykuty przez najwybitniejszego kowala tamtych czasów. Dobrze mi się przysłużył, kiedy opuszczałam swój rodzinny dom. Przechowałam go specjalnie dla Ciebie, ponieważ swoich dzieci doczekać się nie mogłam. Proszę, od tej pory należy do Ciebie.
- Bardzo dziekuję Ciociu. Ale mam nadzieję, że nie będę go potrzebować. Poza tym nawet nie umiem się nim posługiwać. - zaśmiała się dziewczyna.
- Nauczysz się jeśli będziesz go potrzebować, ale mam nadzieję, że to tego nie dojdzie. I weź też ten pas, byś nie musiała cały czas nosić tego miecza w ręku. - oznajmiła, podając jej pas, wyrobiony z dobrze wyprawionej skóry, wysadzony jednym szafirem w srebrnej oprawie, - A teraz już musisz iść, nie zwlekaj już dłużej. Chyba, że chcesz iść o jeden dzień dłużej niż przewidziane.
- Tak, oczywiście Ciociu Lyth. Set, chodź ze mną, czas już w drogę. - Athenril zawołała swojego towarzysza, biorąc ciężki plecak pełen prowiantu i ciepłych koców.
Set zaraz do niej przybiegł, najedzony i gotowy na wyprawę.
- Powodzenia moja droga. Szczęśliwej drogi. - życzyła staruszka.
Athenril ukłoniła się, potem zwróciła się ku wyjściu. Nie odwracała się już. Ciotka wyszła za nią i czekała, aż dziecko zniknie za horyzontem.
Niebo z łagodnej czerwieni zmieniło się na błękit. Chmury śniegowe od czasu do czasu przesłaniały wiszące wysoko słońce. Wiał delikatny wiatr, który z czasem przemienił się w silny wicher. Śnieg powoli zaczął spadać malutkimi płatkami.
(3)- Uważaj na siebie, mała. - dodała stara ciotka, po czym wróciła się do domu.

Prolog


                (1)Śnieg padał z siłą w okna, próbując dostać się do małego, skromnego domku. W salonie, na głębokim, miękkim fotelu siedziała samotnie młoda, czarnowłosa dziewczyna. Przewracała delikatnie palcami po stronach starej książki, której tytuł był całościowo zatarty. Z grubej księgi wypadł jeden, podarty zwój pergaminu. Ciemnowłosa podniosła go i zaczęła czytać częściowo starte rękopismo. ”...więc pamiętaj drogie dziecko, nie każda dobra opowieść ma dobre zakończenie, lecz nie każde złe zakończenie musi być tym smutnym i przykrym. Wiele Twoich przyjaciół odeszło z tego świata do Krainy Wiecznych Marzeń, i wiele jeszcze odejdzie, ale to jeszcze nie koniec. Pamiętaj...” – dziewczyna odwróciła zwój papieru, nie mogąc dalej doczytać. Na drugiej stronie znalazła równie nieczytelne inicjały H. K. O.”. Znała tylko jednego skrybę, do którego te inicjały mogły należeć.
- Helmar Krótkiego Oręża... – szepnęła, odłożyła skrawek pergaminu skąd wypadł i zamknęła starą książkę, która i tak zawsze sprowadzała czarną chmurę nad jej głową. Ale mimo to, zawsze do niej wracała. Dlaczego? Czyżby tylko po to, by znów przypomniała jej o własnych przeżyciach? Nie było w tym nic dobrego. Jej historia od samego początku ociekała smutkiem i żalem. Tyle zła, tyle bólu, tyle rozpaczy... W jej oczach zalśniły łzy, przepełnione nienawiścią do świata, który tak bardzo ją skrzywdził. A może te łzy napłynęły, dlatego, iż ów księgę, którą czytała po raz wtórny, spisał jej niegdyś dawny przyjaciel? Czarnowłosa otarła łzy i odłożyła książkę na swoje miejsce. Wyjrzała przez okno. Na niebie wisiały smętne, szare chmury, niosące ciężkie opady śniegu. Dzień dobiegał końca, ciemność opanowała całą okolicę.
Dziewczyna zamyśliła się. Pamiętała każdego straconego przyjaciela. Każdy poświęcił się w jej sprawie, w jednym, jedynym celu. By zakończyć wojnę i powstrzymać każdego, kto stanie na ich drodze. Tęskniła za nimi. Za nimi wszystkimi. Nie wszyscy polegli, ale też z tymi, którzy przeżyli, nie było jej dane się ponownie zobaczyć.
- Ahh, te dzieła Helmara... Zawsze przyprawiają mnie o zły humor. - westchnęła ciężko ciemnowłosa, - Jutro przeczytam coś innego. – dodała, udając się do sypialni, by pogrążyć się w głębokim śnie. Kraina Marzeń była jedynym miejscem, gdzie mogła jeszcze raz spotkać się z wszystkimi utraconymi bliskimi. Szkoda tylko, że te spotkania tak bardzo odbiegały od tego właściwego, prawdziwego, realistycznego świata...