(1)Słońce wisiało wysoko, ale przesłonione
śnieżnymi chmurami było kompletnie niewidoczne. Dzień zdawał się być mroczny,
ciemnoszary. Pogoda nie dopisywała, od rańca śnieżyło i hulał mroźny wiatr.
Takim przeciwnościom pogodowym musiała stawić się młoda dziewczyna, by dostać
się do celu w porę, zanim droga będzie prawie niemożliwa do przejścia.
- Nie jesteś
przypadkiem głodny, Set? - zapytała zziębnięta Athenril, gotowa się przeziębić.
Tygrys
odpowiedział grymaśliwym jękiem. Oczywistym było, że wziąłby coś na ząb.
- Ja chyba też
bym coś wrabąła, ale trzeba pamiętać, że jeśli sprawy pójdą nie po myśli, to będziemy
musieli iść dłużej niż cztery dni, a na tyle nie mamy prowiantu. Chyba, że byś
coś nam przyniósł. - powiedziała dziewczyna, - Chodź przekąsimy coś, ale pamiętaj
nie możemy się zatrzymywać na długo. Dopiero o zmroku.
Wielki kot
mruknął taktownie i poszedł za swoją panią. Athenril przysiadła pod najbliższym
drzewem i zaczęła szperać w swoim małym plecaku. Na samym wierzchu znalazła
kanapki zapakowane w skórzanej sakwie, a pod nimi mięso drobiowe, starannie
obrane z kosteczek i także zapakowane w małej, skórzanej sakwie. Na samym dnie
torby znalazła dwa grube koce, ale nic więcej. Dziewczyna rozmyśliła się. To
niby miało starczyć na całe cztery dni? Ledwo starczyłoby na dwa.
- Może jednak
zjemy coś dopiero kiedy przystaniemy na noc? - zamyśliła się.
Set smętnie
popatrzył na ziemię. Nie był pocieszony myślą, że zjedzą coś dopiero za kilka
godzin. Podniósł się ze śniegu, otrząsnął i czekał na towarzyszkę.
Athenril pożałowała
swojego kota. Ona mogła sobie podarować jedzenie, ale tygrys nie. Nie było w
pobliżu żadnej zwierzyny, na którą Set rzuciłby się niezwłocznie. Poszperała w
plecaku, wyciągnęła niewielki skrawek mięsa i rzuciła go zwierzęciu. Ten szybko
złapał zdobycz w locie i zjadł ją jeszcze szybciej, po czym obliznął się ze
smakiem.
- To powinno
Ci na razie wystarczyć. - zaśmiała się dziewczyna, - Chodź. Nie powinniśmy
zwlekać. - dodała i ruszyła w stronę celu podróży, a tygrys rzucił się za nią.
(2)Robiło się coraz zimniej i coraz
ciemniej, a mróz zaczął drażnić w ręce i policzki. Do tego śnieg, który dostawał
się w oczy, przeszkadzał, drażnił je i skutecznie uniemożliwiał widzenie.
- Set, nie możemy
dalej iść. Musimy gdzieś się zatrzymać.
Athenril razem
z jej kompanem szukali jakiegoś dogodnego miejsca gdzie mogliby się pożywić i
przespać. Ku ich rozczarowaniu takiego miejsca nie znaleźli, więc postanowili
odpocząć przy niewielkim, spróchniałym, starym drzewie. Zbyt zmęczeni po
przebytej drodze, nie rozpalili ogniska. Set dostał swoją przydziałową porcję
mięsa, na którą czekał pół dnia, a Athenril, mimo iż była bardzo głodna, nie
mogła zjeść swoich zlodowaciałych kanapek, a nieprzygotowanego mięsa nie tknie.
Postanowiła poczekać do jutrzejszej nocy. Przeciążona zimnem, okryła się dwoma
kocami, wiedząc, że są one przeznaczone wyłącznie dla niej i usnęła. Jej Biały
Przyaciel położył się koło niej, by dziewczynę ogrzać i pilnował ją tak długo,
aż sam nie zasnął.
****
(3)Dzień był jeszcze młody.
Odcienie jasnej czerwieni i pomarańczy zdobiły już mniej pochmurne niebo. Młoda
Atoranka obudziła się znienacka, dręczona jakąś siłą. Wstała i rozejrzała się
dookoła siebie, upewniając się czy nic jej nie grozi. I wtedy jej serce zadrżało.
Jej wiernego drucha nie było w pobliżu. "Set, błagam Cię, nie przyprawiaj
mnie o zawał serca, bo Ciotka Lyth Ci tego nie wybaczy..." - zaklęła w
myślach. Odwróciła się gwałtownie, słysząc jakiś szelest w krzakach. Podeszła
bliżej, na bezpieczną odległość, by się temu przyjrzeć. Szelest nie ustawał,
ale nasilał się. Wystraszona dziewczyna chwyciła rękojeść swojego miecza, by w
razie czego nie było za późno na obronę. Nagle z krzaków wyskoczyło małe pisklę
Toku, które w ucieczce gubiło masę piór. Athenril zaśmiała się, widząc tą małą,
wystraszoną ptaszynę i odetchnęła z ulgą. Sekundę później z krzaków wyskoczył
jej niebieskooki towarzysz. W pogoni za kurczakiem, niezauważył swojej pani i
wytrącił ją z równowagi. Dziewczyna szybko wstała i chwilowo przyglądała się
jak Set goni za pisklem i jednym uderzeniem swojej monstrualnej łapy, zabija
je. Dumny ze sukcesywnego polowania jednym lizem pozbył się martwej już ofiary
i podbiegł do dziecka, które śmiało się beztroskim śmiechem, patrząc na tą, jej
zdaniem, komiczną scenę.
- No już
mniejszej zdobyczy nie mogłeś znaleźć, co? - zagadała rozbawiona Athenril, wciąż
nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Set
odpowiedział głośnym, przeciągłym ziewnięciem. Jasne, zapolowałby na coś o
wiele większego, ale takiej zwierzyny akurat brakowało.
- Idziemy,
urwisie. Będzie lepiej, jeśli dotrzemy na miejsce wcześniej, niż później.
Tak rozpoczął
się drugi dzień długiej wędrówki.
Tym razem pogoda dopisywała
przez cały dzień, a dwóm wędrowcom humor. Może była to jakaś siła Lasu Białych
Wilków, do którego zmierzali? Albo dlatego, że pod koniec tego dnia będą już
mieli połowę drogi za sobą? Nie było to pewne. Ale dwoje kompanów brali tyle
radości, ile mogli. Set polował na ptaki i na małą zwierzynę, popisując się
przed jego opiekunką. A Athenril śmiała się, obserwując przyrodę i dalekie
widoki. Dzień minął im szybko i przyjemnie, nikt nie narzekał na pusty brzuch.
Noc spędzili w małej jaskini, gdzie Athenril wreszcie mogła rozpalić ognisko,
ogrzać się, a co najważniejsze, mogła sobie podgrzać kanapki, które przygotowała
jej ciotka. Pierwszy posiłek od dwóch dni.
****
(4)Tak jak drugi dzień był uroczy
od samego początku, tak trzeci stał się jego przeciwnością. Ranek był szary i
chłodny, wiatr hulał mocno, a śniegu było po kolana. Set torował drogę, aby
jego pani lepiej się szło. Dziewczyna była na wpół zamarznięta i powoli traciła
w siebie nadzieję. Nie wiedziała gdzie się znajdują, dzięki współpracy mgły z śnieżycą
nie było widać nawet cienia drogi. W końcu przystanęli. Nie było wiadomo czy był
jeszcze dzień, czy już nadchodził wieczór, ale oboje Set i Athenril byli wykończeni.
- Nie możemy
dalej iść, Set. Gówno widać w takiej zamieci.
Tygrys warknął
na dziewczynę ostrzegawczo.
- Przepraszam
Cię, trochę mnie poniosło... - przeprosiła dziewczyna, spuszczając głowę, - Ale
to i tak niebezpieczne iść w taką pogodę. Chodź, poczekamy gdzieś aż burza śnieżna
minie.
Kot posłusznie
poszedł za dzieckiem, które zasłaniając się ręką od silnie sypiącego w twarz śniegu,
szukała jakiegoś sensownego miejsca na odpoczynek.
Burza dłużyła
się godzinami, a ustała późną nocą. Wtedy Athenril rozpaliła ognisko i odgrzała
sobie i swojemu tygrysowi jedzenie. Potem dziewczyna okryła się dwoma kocami i
starała się zasnąć, a Set położył się koło niej.
(5)Zbudził ją odgłos chrupiącego
śniegu pod łapami jakiegoś ogromnego zwierza. Z początku myślała, że to jej
tygrys, ale on, równie przerażony jak jego pani, wiercił się koło niej, by w
razie czego jej pomóc. Nie było wiadomo skąd pochodził ten odgłos, ale wyglądało
na to, że zwierz był coraz bliżej. Przerażone dziecko podniosło się z ziemi i
dobyło miecza. Dziewczyna gorączkowo kręciła się w kółko, dookoła własnej osi,
nie mając pojęcia skąd jej nowy przeciwnik mógłby naskoczyć. I oto pojawił się.
Czarny Wilk, niewiele mniejszy od dorosłego Tygrysa Górskiego. I najwyraźniej głodny.
Zaraz za nim pojawiły się dwa następne. Set odważnie skoczył na najbliższego z
nich, ale zaraz został przez niego powalony na ziemię. Zrzucił go z siebie i
zaatakował ponownie. Zaczęli ze sobą zażarcie walczyć, jeden powalał drugiego i
vice versa. Athenril nie mogła za wiele zrobić, gdyż dwa pozostałe wilki już
zaczęły ją okrążać i z każdą chwilą coraz ciaśniej zaciskały krąg. Jeden z nich
wykonał skok w stronę dziewczyny, powalając ją zarazem. Nim doszło do nieszczęścia,
Athenril dzielnie odparła atak, przeszywając brzuch bestii na wylot, po czym
zrzuciła ciężkie, martwe cielsko z siebie. Wciąż leżąc na śniegu zauważyła, że
drugi z wilków szykuje się do skoku na nią. Dziecko wiedziało, że nie zdołałoby
się tak szybko podnieść, więc spojrzała śmierci twarzą w twarz i czekała aż
wilk skoczy. Lecz zanim wilczur zdążył się poderwać do skoku, został
przygnieciony masywną, białą łapą, po czym wyzionął ducha, a jego ciało rozpłynęło
się w powietrzu. Athenril nie wierzyła własnym oczom, przed nią stał
najprawdziwszy, legendarny Biały Wilk.
Set tymczasem
powoli tracił siły w walce z Czarną Bestią, ale na widok Białego Wybawcy przybyło
mu adrenaliny i zdołał zadać cios przeciwnikowi. Wilczur opadł ciężko na ziemię,
jednak zdążył wstać i uciec w popłochu. Biały Wilk wydał z siebie delikatny
powark, który dał znać Tygrysowi, by nie gonił za uciekinierem. Set posłuchał
posłusznie rozkazu i wrócił do swojej opiekunki.
Athenril
podniosła się powoli z ziemi. I dopiero teraz miała okazję przyjrzeć się Białemu
Wilkowi. Był ogromny! Na czterech łapach był równy wzroście dziewczyny, a nawet
większy, ale gdyby stanął na dwóch łapach, byłby dwa razy taki jak ona sama, a
nawet większy.
- Kim... Kim Ty
jesteś..? - zapytała, jeszcze lekko zszokowana.
- A nie domyślasz
się, dziecko? Jestem Białym Wilkiem, a tu jest mój dom, Las Białych Wilków. -
odparł dumnym, stanowczym głosem.
Dziecko zadrzało,
Wilk umiał mówić Atorańską mową.
- Ty jesteś
tym Legendarnym Wilkiem o którym mówią stare Pieśni Atoranu? - chciała się
upewnić.
- Zgadza się.
- potwierdził.
- Jesteś
jedynym, czy ostatnim? - padło kolejne pytanie.
- Ależ skąd.
Kto Ci powiedział, że jest tylko jeden Biały Wilk?
- Ehh... - zakłopotała
się dziewczyna, - Nikt mi tak nie powiedział, ale miałam pewne wątpliwości, w
końcu żadnego nie widziałam, a jedynym dowodem na wasze istnienie były tylko słowa.
- odpowiedziała pospiesznie.
- To, że czegoś
nie widać, nie oznacza, że tego nie ma. - powiedział słusznie. - Nie jestem
jedynym, ani nie jestem ostatnim. Jednakowoż niewiele nas jest. Ale nigdy
jeszcze nie było potrzeby na powiększenie naszych szeregów. Aż do teraz... -
urwał i zamyślił się przez chwilę.
- Jakto 'aż do
teraz'? Co masz na myśli? - zaniepokoiła się Athenril.
- O tym nie ja
Ci opowiem, ale Twoi instruktorzy w Akademii. - uznał Wilk.
- Skąd wiesz,
że tam zmierzam?
- A co taka młoda
Atoranka może robić poza domem? - zaśmiał się.
Athenril spuściła
delikatnie głowę i chichocząc. Wilk westchnął, po czym znów podjął głos.
- Chodź ze mną,
pomogę Ci się dostać do Akademii. Zmarnowałaś dużo czasu czekając aż burza śnieżna
przejdzie.
- A co Ty byś
zrobił? Drogi nie było widać. Oczy na nic się nie zdadzą w takiej pogodzie.
- Ja nie
kieruję się oczami, słuchem, czy węchem. Kieruję się sercem, umysłem i
przeczuciem.
- Nie sądzę,
byś daleko zaszedł w ten sposób. - rzekła dziewczyna z pogardą.
- Jeszcze zdążysz
zmienić swoje zdanie młoda Atoranko. To właśnie dzięki nim znalazłem Ciebie w
porę. - odparł stanowczo, - Ale nie marnujmy już więcej czasu na rozmowy,
porozmawiamy sobie po drodze. A teraz chodź za mną, przeprowadzę Cię
bezpiecznie przez las aż na drugą stronę góry.
(6)W trakcie marszu dziewczynce
nasunęły się na język pytania różnej treści. Jej przewodnik odpowiadał na każde
z nich najlepiej jak umiał. Athenril wzbudziła w nim wielkie zainteresowanie,
każde pytanie jakie zadawała wymagało dobrze wyszukanej odpowiedzi, z czym nie
każdy sobie radził, nawet takie mądre stworzenie jak Biały Wilk. Ale w końcu
większe pytania dostały swoją odpowiedź, ale i te pomniejsze pytania też
wprowadzały Wielkiego Wilka w osłupienie. To dziecko miało wielki apetyt na
wiedzę i wcale tego nie ukrywało.
Set tylko
pomrukiwał od czasu do czasu, podziwiając swoją towarzyszkę i zaciekawiony
jakie to kolejne pytanie zada i jakiej odpowiedzi udzieli jej Wielki Biały
Wilk.
- Czy Las Białych
Wilków jest aż tak niebezpieczny? Myślałam, że to Wasz dom?
- Wiele lat
temu zło zaczęło się gnieździć w najdalszych, najbardziej owianych tajemnicą
miejscach. Rozprzestrzeniło się tak bardzo, że nawet wkradło się do Naszych
rodzinnych lasów i gór. Dlatego też miałaś okazję spotkać się z różnymi
niegodziwymi istotami. Taką istotą jest Czarny Wilk.
- Co to są za
bestie? Nikt mi nigdy o nich nie opowiadał. Ani mama ani tata zanim odeszli na
wojnę, ani nawet stara Ciotka Lyth, która się mną zajmowała.
- Pewnie
dlatego, że Czarne Wilki pojawiły się całkiem niedawno. Nie wiadomo w jaki
sposób się tutaj znalazły, mówi się, że wyszły spod ziemi.
- Spod ziemi?
- Są
potwornymi stworzeniami, pochodzą z miejsca, które Ziemski Lud nazywa 'Piekłem'.
- Ziemski Lud?
Mówisz o Synach Adama i Córkach Ewy? - w dziewczynce zaczęła się powoli gotować
jeszcze większa ciekawość.
- Tak, o nich
właśnie mówię. Nie słyszałaś o nich wcześniej?
- Słyszałam
ale... To były tylko mity, Biały Wilku.
- To nie są
mity, moja droga. Oni istnieją naprawdę. Żyją i oddychają, tak jak Ty i ja.
- To dlaczego
nigdy nie widział ich żaden Atoran? Mówiono mi, że kiedyś tu przebywali.
- Niestety,
nie. Żaden człowiek nigdy nie zawitał w naszym świecie. I obawiam się, że nigdy
do tego nie dojdzie. Ludzie potrafią być nieprzewidywalni. Większość stała się
prawdziwymi potworami, jakich Świat Atoran nie widział. Są tacy, co potrafią
zniszczyć całe wioski, tylko po to, by przetestować nową broń...
- Ależ to
okropne! - przerwała dziewczyna.
- Oczywiście,
młoda Atoranko. Wypowiadają też ciągle wojny między sobą, a na odbudowę
wszystkich budowli potrzeba masy czasu, a zniszczeń coraz to więcej.
- Wygląda na
to, że są trochę podobni do nas, Atoran. My też mamy wojnę, nasi ludzie giną z
każdym dniem, moja matka już zdążyła poświęcić swoje życie w obronie mojej
rodziny i naszego kraju.
- Ależ moja
droga, nie wszyscy ludzie są tacy źli. Jest wiele dobrych ludzi, a Atoranie nie
walczą między sobą, oni walczą właśnie z tym złem, które wkradło się do naszego
świata.
- Ale moja
ciotka...
- Nie chciała
Cię straszyć, dziecko. - przerwał jej Wielki Wilk, - Obawiała się o Ciebie i
przypuszczam, że nadal tak jest.
Twarz Athenril
nagle zmieniła swój wyraz. Pogodną i uśmiechniętą zastąpiła pochmurna i
zawiedziona. Nie mogła znieść myśli, że jej ciotka mogła ją tak po prostu okłamać,
nawet jeśli było to dla jej własnego dobra i bezpieczeństwa.
Set też
posmutniał. Nie cierpiał kiedy jego właścicielka czuła się zawiedziona i
oszukana.
Biały Wilk nie
odezwał się przez dłuższy czas, rozumiał rozczarowanie dziewczyny i nie chciał
już jej więcej martwić. Teraz chciał skupić się na drodze, którą prowadził parę
młodych myśliwych, którymi mieli się stać już wkrótce, a zaraz potym mieli stać
się prawdziwymi wojownikami Świata Atoran.
(7)Przystali niedaleko podnóża Góry
Tygrysiej gdzie mieli posilić się, ogrzać i przespać. Noc opanowała już
wszystkie wsgórza i lasy. Większość zwierząt szykowało się do snu, a inne
dopiero się z niego budziły. Set już dawno spał, tylko Athenril patrzyła jak
zaczarowana w gwiazdy. Były takie piękne, dalekie i tajemnicze. One jako jedyne
były tą częścią świata, gdzie nie docierało żadne zło, żadna wojna. Były od
nich wolne i niezależne.
- Co to maleńka?
Nie śpimy po nocach? - zagadał do niej żartobliwie Biały Wilk.
- Podziwiam
gwiazdy. - odparła, kładąc się na śniegu przykrytym jednym kocem, a sama odziała
się w drugi, - Zazdroszczę im, im żadna wojna nie grozi.
- Ale muszą na
nią patrzeć z góry, a najgorsze jest to, że nie mogą się w nią angażować. Mogą
tylko patrzeć, wzdychać i płakać. - rzekł Biały Wilk.
- Skąd to
wiesz? - zapytało zdumione dziecko, - Poznałeś jakąś gwiazdę?
- Znałem parę
z nich. I wszystkie mówiły to samo. Żadna nie chce patrzeć na świat, który sami
niszczymy. Wolałyby nigdy się nie narodzić... - odpowiedział, siadając przy
dziewczynie.
- Nie zdążyłam
Ci jeszcze podziękować za ratunek. - zaczęła Athenril od znudzenia.
- Nie trzeba.
Każdy Biały Wilk zrobiłby tak samo. Naszym obowiązkiem jest dopilnować by każde
dziecię Atoranu dotarło bezpiecznie do akademii.
- Więc nie
mieszkacie tylko w tym lesie, są jeszcze inne miejsca gdzie zamieszkują Białe
Wilki? - ciekawiła się.
- Oczywiście,
nie jest nas aż tak dużo, ale nasze domy znajdują się w różnych zakątkach
Atoranu. - wyznał.
- Skoro jest
was więcej niż kilkanaście, to musicie jakoś siebie odróżniać. Masz jakieś
imię? - zapytała, trochę bardziej zainteresowana.
- Cylmar.
- Nawet ładne.
- zaśmiała się dziewczyna, - A ja jestem...
- Athenril. -
przerwał jej Wilczur, - My, Białe Wilki znamy imiona każdej żyjącej istoty.
Na to Athenril
ułożyła się wygodniej pod swoim kocem, otuliła się nim ciaśniej i starała się
zasnąć, by mieć siły na jutro. Tak minął trzeci dzień podróży.