niedziela, 14 października 2012

Rozdział 1: Początek Wielkich Przygód


                (1)Wczesny poranek. Lodowa kraina budziła się właśnie ze spokojnego, kamiennego snu. Czarno-ciemny urok nocy powoli odchodził, by nad zimną ziemią zapanowało słońce.
Do małego, skromnego domku zawitały czerwono-pomarańczowe promienie słońca. Wkradły się do jednej z dwóch sypialni, w której spała jeszcze cichym snem dziewczynka.
- Athenril! ATHENRIL! - wołał dziecko głos dobiegający się z pobliskiego pomieszczenia, - Chodź no tutaj i pomóż swojej ciotce z posiłkiem. No już! Wyłaź z łóżka, koniec spania. Czas zająć się codziennymi obowiązkami!
- Już idę Ciociu Lyth. - wydukała dziewczyna, wracając z krainy pięknego snu do pracowitej rzeczywistości.
Zsunęła się sennie z łóżka, na wpół przytomna. Czas na prace w domu.
Wyjrzała przez swoje malutkie okienko w sypialni. Góra, która jako pierwsza powinna rzucić się w oko, została zasłonięta deszczem śniegu. Ale śnieżyca nie mogła zasłonić pobliskiego, gęstego Lasu Białych Wilków. Dziewczyna westchnęła, zachwycając się widokiem, który i tak oglądała codziennie. Ach... Ten las miał jakąś tajemniczą, niezbadaną od wieków moc. Dziecko nie miało pojęcia na czym ta moc polegała, ale wiedziała, że miało to coś wspólnego z legendarnymi, Białymi Wilkami, które od wieków strzegły jej kraju przed najeźdźcami.
Znów westchnęła. Tym razem rozczarowana. Gdyby legendy były prawdziwe, Atoran byłby bezpieczny i wolny od wrogów. Tymczasem ojciec z matką wyruszyli wiele lat temu na wojnę, przez co matki dziewczyna już nie miała.
- Athenril! Dziewczyno, ile razy mam Cię wołać? Czyżbyś znów rozmyślała oglądając widoki za oknem? - usłyszała znów, zamyślona.
- Przepraszam Ciociu Lyth. Zaraz tam przyjdę. - odparła, szybko ubierając się, po czym wyszła z sypialni.
Po drodze przywitał ją Set, wielki, dorosły, biały tygrys górski. Dziecko pogłaskało go delikatnie po łbie, po czym śpiesznie ruszyła do kuchni.
- No jesteś wreszcie. Powiedz mi mała, ile ja mam na Ciebie czekać? - zapytała trochę poddenerwowana ciotka.
- Wybacz Ciociu. Przez tą śnieżycę trochę mi się kręci w głowie. - wytłumaczyła się.
- Może masz rację. Śnieży gorzej niż przed ostatnim miesiącem. - uznała kobieta.
- Bo przed miesiącem była jeszcze pora sucha, Ciociu. - dziewczyna przewróciła oczami i zaczęła mieszać gorącą, jeszcze niegotową zupę w garnku.
Ciotka Lyth nakrywała do stołu, a Athenril polewała zupę do małych, glinianych miseczek, po czym podała je do stołu i zaczęła jeść. Ciszę przerwała jej ciotka.
- No więc, powiedz mi dziecko, kiedy nadejdą twoje dwunaste urodziny? - rzuciła.
- Jeszcze tydzień Ciociu. - odparła, szybko przełykając zupę, - Ale nie chcę cię zostawiać, nie wiem, czy sobie poradzisz. - spojrzała na nią spod czola, czekając na jakiś dźwięk z ust starej kobiety.
- Nie martw się o mnie kochana. - uśmiechnęła się, - Poradzę sobie.
- Ale przez te całe trzy lata mojej nieobecności? Dobrze wiesz Ciociu, że nie mogę Cię tak samej zostawić. Kto wie, co może się zdarzyć przez ten czas... - urwała i spojrzała na staruszkę ze współczuciem i żalem, - Przepraszam... - dodała, odwracając głowę od drugiej rozmówczyni.
Ciotka uśmiechnęła się delikatnie, świadoma troski swojej bratanicy, - Przez szkolenie przechodzi każdy Atorańczyk, chłopcy w wieku lat dziewięciu, dziewczynki w wieku lat dwunastu. I bez względu na sytuację w rodzinie, dziecko musi ją na trzy lata opuścić, a szkolenie ukończyć.
- W takim razie, Set musi zostać z Tobą. - dziewczynka popatrzyła na swojego ukochanego tygrysa, przyjaciela, który podarowali jej rodzice kiedy przyszła na świat. Biały tygrys popatrzył na nią z niedowierzaniem, robiąc tak smutną minę, że wydawało się, że zaraz zacznie płakać jak prawdziwy Atoran. Ani mu w głowie było się z nią rozstawać.
Ciotka roześmiała się widząc tą scenę, - Obawiam się moja droga, że jednak będziesz musiała go zabrać. Biedak nie przeżyłby tego.
Athenril spojrzała na zwierzaka raz jeszcze. W jego oczach było widać malutki, niewielki cień nadziei. Tak bardzo chciał jej towarzyszyć przy szkoleniu.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i rzekła, głaskając go po grzbiecie, - Chyba nie mam wyboru. - potem wstała i odniosła pustą już miskę, by później ją wyczyścić.
- No to postanowione, mała. Będziesz miała kogoś znajomego przy sobie. Pamiętaj, do twoich urodzin już tylko tydzień. - odezwała się ciotka, odchodząc od stołu, kierując się na miejsce odpoczynku.
- Tak... - westchnęło posmutniałe dziecko, - Jeszcze tydzień...

****

                (2)To była ta noc. Athenril nie mogła spać, miała nerwy przed następnym dniem, dzień, w którym opuści rodzinny dom i odda się szkoleniu. Nauczy się polować jak prawdziwy Atorański myśliwy. Później nauczy się też walczyć jak na Atorana przystało, a styl jej walki będzie zależał od tego, w jaki sposób przejdzie Test Myśliwego. Nie miała pojęcia na czym on polega, rodzice ani ciotka nigdy jej nie zdradzili jak taki test może wyglądać. Jedyne co wiedziała, to, że najwięcej pięcioro dzieci może przechodzić ten test w tym samym okresie, a każdemu przypada inne zadanie.
- Athenril? Athenril, wstań dziecko drogie, czas byś się przyszykowała. - zawołała ją ciotka.
- Umm... Tak Ciociu Lyth. Właściwie, to dzisiaj wcale nie spałam w nocy... - przyznała się dziewczyna.
- Jak to? Nie mogłaś spać? - dopytywała się staruszka.
- No właśnie... Mam takie nerwy, że nie można sobie tego wyobrazić... - wytłumaczyła, - Dodatkowo, martwi mnie fakt, że będę musiała tam wyruszyć całkiem sama, a to przecież kawał drogi. - martwiła się.
- Fakt, w końcu najbliższa akademia jest za Górą Tygrysią, ta, którą czasem widać z twojego okna, ale to tylko cztery dni drogi, a prowiant masz spakowany. - powiadomiła ją ciotka.
- I kto wie, co może na mnie czyhać w Lesie Białych Wilków... - przeraziła się dziewczynka.
- Przypuszczam, że Białe Wilki, ale nie bój się. Jeśli jakiegoś spotkasz, to Set się nim zajmie. - uśmiechnęła się jej opiekunka.
- Te wilki ponoć miały chronić naszych ludzi, nie ich tępić. Ale tu nie o zwierzynę chodzi, tylko o pogodę. Zamieć trwa bezprzerwy od paru tygodni.
- To nazywamy porą deszczową, kiedy śnieżyce trwają bez końca. Ale to nie ty masz najgorzej. Są i tacy, którzy urodzili się w połowie okresu pory deszczowej, kiedy na prawdę się narzeka na pogodę. Dodatkowo, tacy mogą też mieszkać kawał drogi od najbliższej akademii, do której trzeba czasem nawet i miesiąc iść. - oznajmiła ją.
- Nie zazdroszczę im. - powiedziało stanowczo dziecko.
- No, zjedz coś przed wyjściem, bo droga daleka, a zatrzymasz się dopiero o zmroku. Ja w tym czasie Cię do końca spakuję, bo podejrzewam, że ty tego nie zrobisz.
Athenril usiadła przy stole, oglądajac to, co znajdowało się na talerzu, po czym zaczęła jeść. Skończyła tuż zanim jej opiekunka spakowała jej plecak.
- Gotowe Ciociu? - zapytała.
- Plecak gotowy, ale Ty jeszcze nie. - odparła staruszka.
- Jestem gotowa Ciociu Lyth. - zaapelowało dziecko.
- Jeszcze nie. - zaprzeczyła jej ciotka, - Chodź tutaj dziecko. - poprosiła.
Athenril posłusznie wykonała polecenie. Podeszła tam, gdzie jej ciotka wskazała. Staruszka szukała czegoś w kącie, a kiedy znalazła, odwróciła się do swojej bratanki. Wręczyła jej jakiś przedmiot ukryty w pochwie. Athenril obejrzała dokładnie podarunek, po czym wyciagnęła broń z pochwy.
- To jest miecz mojego ojca. Wykuty przez najwybitniejszego kowala tamtych czasów. Dobrze mi się przysłużył, kiedy opuszczałam swój rodzinny dom. Przechowałam go specjalnie dla Ciebie, ponieważ swoich dzieci doczekać się nie mogłam. Proszę, od tej pory należy do Ciebie.
- Bardzo dziekuję Ciociu. Ale mam nadzieję, że nie będę go potrzebować. Poza tym nawet nie umiem się nim posługiwać. - zaśmiała się dziewczyna.
- Nauczysz się jeśli będziesz go potrzebować, ale mam nadzieję, że to tego nie dojdzie. I weź też ten pas, byś nie musiała cały czas nosić tego miecza w ręku. - oznajmiła, podając jej pas, wyrobiony z dobrze wyprawionej skóry, wysadzony jednym szafirem w srebrnej oprawie, - A teraz już musisz iść, nie zwlekaj już dłużej. Chyba, że chcesz iść o jeden dzień dłużej niż przewidziane.
- Tak, oczywiście Ciociu Lyth. Set, chodź ze mną, czas już w drogę. - Athenril zawołała swojego towarzysza, biorąc ciężki plecak pełen prowiantu i ciepłych koców.
Set zaraz do niej przybiegł, najedzony i gotowy na wyprawę.
- Powodzenia moja droga. Szczęśliwej drogi. - życzyła staruszka.
Athenril ukłoniła się, potem zwróciła się ku wyjściu. Nie odwracała się już. Ciotka wyszła za nią i czekała, aż dziecko zniknie za horyzontem.
Niebo z łagodnej czerwieni zmieniło się na błękit. Chmury śniegowe od czasu do czasu przesłaniały wiszące wysoko słońce. Wiał delikatny wiatr, który z czasem przemienił się w silny wicher. Śnieg powoli zaczął spadać malutkimi płatkami.
(3)- Uważaj na siebie, mała. - dodała stara ciotka, po czym wróciła się do domu.

Prolog


                (1)Śnieg padał z siłą w okna, próbując dostać się do małego, skromnego domku. W salonie, na głębokim, miękkim fotelu siedziała samotnie młoda, czarnowłosa dziewczyna. Przewracała delikatnie palcami po stronach starej książki, której tytuł był całościowo zatarty. Z grubej księgi wypadł jeden, podarty zwój pergaminu. Ciemnowłosa podniosła go i zaczęła czytać częściowo starte rękopismo. ”...więc pamiętaj drogie dziecko, nie każda dobra opowieść ma dobre zakończenie, lecz nie każde złe zakończenie musi być tym smutnym i przykrym. Wiele Twoich przyjaciół odeszło z tego świata do Krainy Wiecznych Marzeń, i wiele jeszcze odejdzie, ale to jeszcze nie koniec. Pamiętaj...” – dziewczyna odwróciła zwój papieru, nie mogąc dalej doczytać. Na drugiej stronie znalazła równie nieczytelne inicjały H. K. O.”. Znała tylko jednego skrybę, do którego te inicjały mogły należeć.
- Helmar Krótkiego Oręża... – szepnęła, odłożyła skrawek pergaminu skąd wypadł i zamknęła starą książkę, która i tak zawsze sprowadzała czarną chmurę nad jej głową. Ale mimo to, zawsze do niej wracała. Dlaczego? Czyżby tylko po to, by znów przypomniała jej o własnych przeżyciach? Nie było w tym nic dobrego. Jej historia od samego początku ociekała smutkiem i żalem. Tyle zła, tyle bólu, tyle rozpaczy... W jej oczach zalśniły łzy, przepełnione nienawiścią do świata, który tak bardzo ją skrzywdził. A może te łzy napłynęły, dlatego, iż ów księgę, którą czytała po raz wtórny, spisał jej niegdyś dawny przyjaciel? Czarnowłosa otarła łzy i odłożyła książkę na swoje miejsce. Wyjrzała przez okno. Na niebie wisiały smętne, szare chmury, niosące ciężkie opady śniegu. Dzień dobiegał końca, ciemność opanowała całą okolicę.
Dziewczyna zamyśliła się. Pamiętała każdego straconego przyjaciela. Każdy poświęcił się w jej sprawie, w jednym, jedynym celu. By zakończyć wojnę i powstrzymać każdego, kto stanie na ich drodze. Tęskniła za nimi. Za nimi wszystkimi. Nie wszyscy polegli, ale też z tymi, którzy przeżyli, nie było jej dane się ponownie zobaczyć.
- Ahh, te dzieła Helmara... Zawsze przyprawiają mnie o zły humor. - westchnęła ciężko ciemnowłosa, - Jutro przeczytam coś innego. – dodała, udając się do sypialni, by pogrążyć się w głębokim śnie. Kraina Marzeń była jedynym miejscem, gdzie mogła jeszcze raz spotkać się z wszystkimi utraconymi bliskimi. Szkoda tylko, że te spotkania tak bardzo odbiegały od tego właściwego, prawdziwego, realistycznego świata...