(1)Wczesny poranek. Lodowa kraina budziła się
właśnie ze spokojnego, kamiennego snu. Czarno-ciemny urok nocy powoli odchodził,
by nad zimną ziemią zapanowało słońce.
Do małego,
skromnego domku zawitały czerwono-pomarańczowe promienie słońca. Wkradły się do
jednej z dwóch sypialni, w której spała jeszcze cichym snem dziewczynka.
- Athenril!
ATHENRIL! - wołał dziecko głos dobiegający się z pobliskiego pomieszczenia, -
Chodź no tutaj i pomóż swojej ciotce z posiłkiem. No już! Wyłaź z łóżka, koniec
spania. Czas zająć się codziennymi obowiązkami!
- Już idę
Ciociu Lyth. - wydukała dziewczyna, wracając z krainy pięknego snu do
pracowitej rzeczywistości.
Zsunęła się
sennie z łóżka, na wpół przytomna. Czas na prace w domu.
Wyjrzała przez
swoje malutkie okienko w sypialni. Góra, która jako pierwsza powinna rzucić się
w oko, została zasłonięta deszczem śniegu. Ale śnieżyca nie mogła zasłonić
pobliskiego, gęstego Lasu Białych Wilków. Dziewczyna westchnęła, zachwycając się
widokiem, który i tak oglądała codziennie. Ach... Ten las miał jakąś tajemniczą,
niezbadaną od wieków moc. Dziecko nie miało pojęcia na czym ta moc polegała,
ale wiedziała, że miało to coś wspólnego z legendarnymi, Białymi Wilkami, które
od wieków strzegły jej kraju przed najeźdźcami.
Znów westchnęła.
Tym razem rozczarowana. Gdyby legendy były prawdziwe, Atoran byłby bezpieczny i
wolny od wrogów. Tymczasem ojciec z matką wyruszyli wiele lat temu na wojnę,
przez co matki dziewczyna już nie miała.
- Athenril!
Dziewczyno, ile razy mam Cię wołać? Czyżbyś znów rozmyślała oglądając widoki za
oknem? - usłyszała znów, zamyślona.
- Przepraszam
Ciociu Lyth. Zaraz tam przyjdę. - odparła, szybko ubierając się, po czym wyszła
z sypialni.
Po drodze
przywitał ją Set, wielki, dorosły, biały tygrys górski. Dziecko pogłaskało go
delikatnie po łbie, po czym śpiesznie ruszyła do kuchni.
- No jesteś wreszcie.
Powiedz mi mała, ile ja mam na Ciebie czekać? - zapytała trochę poddenerwowana
ciotka.
- Wybacz
Ciociu. Przez tą śnieżycę trochę mi się kręci w głowie. - wytłumaczyła się.
- Może masz
rację. Śnieży gorzej niż przed ostatnim miesiącem. - uznała kobieta.
- Bo przed
miesiącem była jeszcze pora sucha, Ciociu. - dziewczyna przewróciła oczami i
zaczęła mieszać gorącą, jeszcze niegotową zupę w garnku.
Ciotka Lyth
nakrywała do stołu, a Athenril polewała zupę do małych, glinianych miseczek, po
czym podała je do stołu i zaczęła jeść. Ciszę przerwała jej ciotka.
- No więc,
powiedz mi dziecko, kiedy nadejdą twoje dwunaste urodziny? - rzuciła.
- Jeszcze
tydzień Ciociu. - odparła, szybko przełykając zupę, - Ale nie chcę cię
zostawiać, nie wiem, czy sobie poradzisz. - spojrzała na nią spod czola, czekając
na jakiś dźwięk z ust starej kobiety.
- Nie martw się
o mnie kochana. - uśmiechnęła się, - Poradzę sobie.
- Ale przez te
całe trzy lata mojej nieobecności? Dobrze wiesz Ciociu, że nie mogę Cię tak
samej zostawić. Kto wie, co może się zdarzyć przez ten czas... - urwała i
spojrzała na staruszkę ze współczuciem i żalem, - Przepraszam... - dodała,
odwracając głowę od drugiej rozmówczyni.
Ciotka uśmiechnęła
się delikatnie, świadoma troski swojej bratanicy, - Przez szkolenie przechodzi
każdy Atorańczyk, chłopcy w wieku lat dziewięciu, dziewczynki w wieku lat
dwunastu. I bez względu na sytuację w rodzinie, dziecko musi ją na trzy lata
opuścić, a szkolenie ukończyć.
- W takim
razie, Set musi zostać z Tobą. - dziewczynka popatrzyła na swojego ukochanego
tygrysa, przyjaciela, który podarowali jej rodzice kiedy przyszła na świat. Biały
tygrys popatrzył na nią z niedowierzaniem, robiąc tak smutną minę, że wydawało
się, że zaraz zacznie płakać jak prawdziwy Atoran. Ani mu w głowie było się z
nią rozstawać.
Ciotka roześmiała
się widząc tą scenę, - Obawiam się moja droga, że jednak będziesz musiała go
zabrać. Biedak nie przeżyłby tego.
Athenril
spojrzała na zwierzaka raz jeszcze. W jego oczach było widać malutki, niewielki
cień nadziei. Tak bardzo chciał jej towarzyszyć przy szkoleniu.
Dziewczyna uśmiechnęła
się do niego i rzekła, głaskając go po grzbiecie, - Chyba nie mam wyboru. -
potem wstała i odniosła pustą już miskę, by później ją wyczyścić.
- No to
postanowione, mała. Będziesz miała kogoś znajomego przy sobie. Pamiętaj, do
twoich urodzin już tylko tydzień. - odezwała się ciotka, odchodząc od stołu,
kierując się na miejsce odpoczynku.
- Tak... -
westchnęło posmutniałe dziecko, - Jeszcze tydzień...
****
(2)To była ta noc. Athenril nie mogła
spać, miała nerwy przed następnym dniem, dzień, w którym opuści rodzinny dom i
odda się szkoleniu. Nauczy się polować jak prawdziwy Atorański myśliwy. Później
nauczy się też walczyć jak na Atorana przystało, a styl jej walki będzie zależał
od tego, w jaki sposób przejdzie Test Myśliwego. Nie miała pojęcia na czym on
polega, rodzice ani ciotka nigdy jej nie zdradzili jak taki test może wyglądać.
Jedyne co wiedziała, to, że najwięcej pięcioro dzieci może przechodzić ten test
w tym samym okresie, a każdemu przypada inne zadanie.
- Athenril?
Athenril, wstań dziecko drogie, czas byś się przyszykowała. - zawołała ją
ciotka.
- Umm... Tak
Ciociu Lyth. Właściwie, to dzisiaj wcale nie spałam w nocy... - przyznała się
dziewczyna.
- Jak to? Nie
mogłaś spać? - dopytywała się staruszka.
- No właśnie...
Mam takie nerwy, że nie można sobie tego wyobrazić... - wytłumaczyła, -
Dodatkowo, martwi mnie fakt, że będę musiała tam wyruszyć całkiem sama, a to
przecież kawał drogi. - martwiła się.
- Fakt, w końcu
najbliższa akademia jest za Górą Tygrysią, ta, którą czasem widać z twojego
okna, ale to tylko cztery dni drogi, a prowiant masz spakowany. - powiadomiła ją
ciotka.
- I kto wie,
co może na mnie czyhać w Lesie Białych Wilków... - przeraziła się dziewczynka.
-
Przypuszczam, że Białe Wilki, ale nie bój się. Jeśli jakiegoś spotkasz, to Set
się nim zajmie. - uśmiechnęła się jej opiekunka.
- Te wilki
ponoć miały chronić naszych ludzi, nie ich tępić. Ale tu nie o zwierzynę
chodzi, tylko o pogodę. Zamieć trwa bezprzerwy od paru tygodni.
- To nazywamy
porą deszczową, kiedy śnieżyce trwają bez końca. Ale to nie ty masz najgorzej.
Są i tacy, którzy urodzili się w połowie okresu pory deszczowej, kiedy na
prawdę się narzeka na pogodę. Dodatkowo, tacy mogą też mieszkać kawał drogi od
najbliższej akademii, do której trzeba czasem nawet i miesiąc iść. - oznajmiła
ją.
- Nie
zazdroszczę im. - powiedziało stanowczo dziecko.
- No, zjedz
coś przed wyjściem, bo droga daleka, a zatrzymasz się dopiero o zmroku. Ja w
tym czasie Cię do końca spakuję, bo podejrzewam, że ty tego nie zrobisz.
Athenril
usiadła przy stole, oglądajac to, co znajdowało się na talerzu, po czym zaczęła
jeść. Skończyła tuż zanim jej opiekunka spakowała jej plecak.
- Gotowe
Ciociu? - zapytała.
- Plecak
gotowy, ale Ty jeszcze nie. - odparła staruszka.
- Jestem
gotowa Ciociu Lyth. - zaapelowało dziecko.
- Jeszcze nie.
- zaprzeczyła jej ciotka, - Chodź tutaj dziecko. - poprosiła.
Athenril posłusznie
wykonała polecenie. Podeszła tam, gdzie jej ciotka wskazała. Staruszka szukała
czegoś w kącie, a kiedy znalazła, odwróciła się do swojej bratanki. Wręczyła
jej jakiś przedmiot ukryty w pochwie. Athenril obejrzała dokładnie podarunek,
po czym wyciagnęła broń z pochwy.
- To jest
miecz mojego ojca. Wykuty przez najwybitniejszego kowala tamtych czasów. Dobrze
mi się przysłużył, kiedy opuszczałam swój rodzinny dom. Przechowałam go
specjalnie dla Ciebie, ponieważ swoich dzieci doczekać się nie mogłam. Proszę,
od tej pory należy do Ciebie.
- Bardzo
dziekuję Ciociu. Ale mam nadzieję, że nie będę go potrzebować. Poza tym nawet
nie umiem się nim posługiwać. - zaśmiała się dziewczyna.
- Nauczysz się
jeśli będziesz go potrzebować, ale mam nadzieję, że to tego nie dojdzie. I weź
też ten pas, byś nie musiała cały czas nosić tego miecza w ręku. - oznajmiła,
podając jej pas, wyrobiony z dobrze wyprawionej skóry, wysadzony jednym
szafirem w srebrnej oprawie, - A teraz już musisz iść, nie zwlekaj już dłużej.
Chyba, że chcesz iść o jeden dzień dłużej niż przewidziane.
- Tak,
oczywiście Ciociu Lyth. Set, chodź ze mną, czas już w drogę. - Athenril zawołała
swojego towarzysza, biorąc ciężki plecak pełen prowiantu i ciepłych koców.
Set zaraz do
niej przybiegł, najedzony i gotowy na wyprawę.
- Powodzenia
moja droga. Szczęśliwej drogi. - życzyła staruszka.
Athenril ukłoniła
się, potem zwróciła się ku wyjściu. Nie odwracała się już. Ciotka wyszła za nią
i czekała, aż dziecko zniknie za horyzontem.
Niebo z łagodnej
czerwieni zmieniło się na błękit. Chmury śniegowe od czasu do czasu przesłaniały
wiszące wysoko słońce. Wiał delikatny wiatr, który z czasem przemienił się w silny
wicher. Śnieg powoli zaczął spadać malutkimi płatkami.
(3)- Uważaj na
siebie, mała. - dodała stara ciotka, po czym wróciła się do domu.